niedziela, 18 lipca 2010
18 lipiec 2010 popołudniem
Obawy jutra, obawy potem i rozmarzające gołąbki.
18 lipiec 2010
Nie wierzę, że to robię...
Najgorsze są wieczory. W dzień zawsze można coś ze sobą zrobić. Pranie, zmywanie, wentylator na twarz i chillout przy filmie. Zawsze są ludzie. Gdzieś, gdziekolwiek, nie patrzą na ciebie, ale są. Czuje się ich obecność. Wieczorem jedynie zza okna słychać, jak życie toczy się kopulatywnie pod klubami. Muzyka, esencja, śmiech i gorycz za ścianą, kilka pięter wyżej przy oknie.
Najgorsze są wieczory. Widzę to w filmach, w reklamach, w dłoniach ściskanych w parku przez nieznajomych. Te twarze, ich twarze odwracają się, ale nie mają kształtu takiego, jaki rysował się w mojej głowie. I w radosnych opowieściach znajomych. Oj, wielokrotnie pozauśmiechane lica się szczerzyło w "beztroskich" rozmowach, gawędach i wymianach uprzejmości. W tym samym czasie myśli płynęły gdzieś daleko, by na chwilę tylko jedną zapauzować i uprzejmie dać znak zaciekawienia dla rozmówcy życzliwym "Uhmm" z przytaknieniem głowy. Szczegóły potrafią budzić wyobraźnię prawda? Huśtasz się na huśtawce i wyobrażasz sobie, że obok nie siedzi dobra znajoma z wymalowaną dziecinnością na twarzy i grymasem bólu z powodu rozstroju żołądkowego po przeciążeniach połączonych z poalkoholowym stanem, lecz myślisz, że kiedyś przyjdziesz tu z kimś innym i na murku obok będzie miejsce. Wytarta cegła nie zabrudzi spodni i wcale nie będą dokuczały upały. Komary? Nie, nie, te szczegóły będą zbędne, ten świat nie jest taki idealny, są ważniejsze sprawy do zaplanowania. Wtedy zbierzesz się na odwagę na tysiąc możliwych sposobów. I uderzysz się palcem w kamień i wiesz, że wcale nie dojdzie do tego spotkania. Tak, ciesz się ciepłym wieczorem i idź na fontannę póki ktoś chce z tobą tam iść. Bo tego drugiego spotkania nie będzie.
Najgorsze są wieczory. Gapisz się w monitor i czytasz po literce kontakty na gg. W akcie desperacjii decydujesz się na głupi komentarz pod zdjęciem, który potem okaże si i tak wyrwany z kontekstu. Każdy w końcu dba o własny interes. W jednym przebłysku nadziei decydujesz się na interakcję, lecz w zasadzie nie masz nic konkretnego do zaoferowania. I z głupoty to jeszcze przyznajesz, aż żałośnie proponują ci rozmowę z pierwszym lepszym bliżej ulokowanym znajomym. "A tej znowu źle, niech kto inny ją pociesza, byle się odwaliła" - myślisz. Myślisz?
Najgorsze są wieczory. Kiedyś pragnęło się takich wieczorów. Rutyna okazuje się jednak bardziej atrakcyjna. Ale nie taka. Te wieczory nie mają nic do zaoferowania. Bordowy koc nie zastąpi.
Po co ja to robię?!
Najgorsze są wieczory.