
Za zamkniętymi drzwiami jesteśmy inni, mamy marzenia o Alasce, mamy wielkie plany i domki z ogródkiem. Zamykamy je szczelnie w drewnianych pudełkach i puszkach po piernikach. Na korytarzach, w sklepach i w teatrach nasze marzenia znacznie lepiej dopasowują się do standardów samochodu, pracy i rodziny albo "jestem-singlem-i-dobrze-mi-z-tym". Po co komu marzenia na koniec studiów? te prawdziwe, te z pudełka. Wstyd, który ciąży aż po końcówki naszych rzęs.
Na marzenia jesteśmy za starzy, my dwudziestoczteroletni prawie magistrowie z syndromem piątego roku. Dzień dobry, smacznego, dziękuję, następny proszę, z ketchupem czy bez?
A jednak chcesz marzyć, chcesz budzić się co rano z twarzą w poduszce, która cię obejmuje pluszowymi dłońmi. I chcesz nadawać jej imiona, z cichą nadzieją, że kiedyś te ramię będzie ciepłe samo z siebie. Tak pięknie wyglądasz nad ranem kochanie... Odkręcasz kaloryfer, podnosisz rolety i ścielisz puste łóżko. Do zobaczenia w kolejnym śnie kochanie. Czas być rodzicem, spowiednikiem, pedagogiem bez wykształcenia i terapeutą bez licencji dla grona Twoich najbliższych przyjaciół. Cały świat stoi przed tobą otworem, ale nie tym, którym byś chciał.
Bierz bagaż doświadczeń, kufer odpowiedzialności, walizkę doświadczenia, plecak ze współczuciem, torbę z rozsądkiem i ten notes, w którym zapisujesz kolejne historie swoich bliskich – bez niego nie połapiesz się, o jaką pomoc mogą cię poprosić tym razem. I nie zapomnij o tym wielkim szczerym uśmiechu nr 5, dzięki któremu nikt nie pyta zbyt często, co się stało u ciebie.
Ale pamiętaj o marzeniach! Pamiętaj, że zamiast ciebie ktoś też może marzyć. I dla takiej miłości bezinteresownej warto przestać marzyć w pudełkach i puszkach. Warto marzyć o swojej własnej wersji marzyciela/marzycielki przepełnionej bezinteresowną miłością. Gdzie rzęsy nie są przeciążone wstydem, a jedynie jak parasol unoszą się nad pełnymi ciekawości węgielkami, albo szafirami.
Merlin poszedł na emeryturę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz